JAK NIE ZWARIOWAĆ, KOMPLETUJĄC ZASTAWĘ Z CERAMIKI BOLESŁAWIECKIEJ?

 Za kilka dni Bolesławiec znów stanie się ceramiczną stolicą Polski. Tysiące osób odwiedzą miasto w poszukiwaniu wyjątkowych naczyń, a wiele z nich wróci do domu z pierwszym kubkiem, talerzykiem albo miską.

I bardzo możliwe, że właśnie od tego jednego przedmiotu zacznie się coś większego.

Tak było ze mną.

Dzisiaj z uśmiechem patrzę na początki mojej przygody z ceramiką z Bolesławca, ale wiem też, że kilka decyzji mogłam podjąć zupełnie inaczej. Dlatego powstał ten artykuł – jako mała podpowiedź dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z ręcznie malowaną ceramiką.

Bo ostrzegam…

Pierwszy kubek rzadko kiedy zostaje pierwszym i ostatnim. 😉

Od białych talerzy do kobaltowej zastawy

Kiedyś w moich szafkach królowały białe talerze i szklane miski.

Ceramika z Bolesławca? Nie ukrywam – wydawała mi się trochę kiczowata. Kolorowa, mocno zdobiona, zupełnie nie pasowała do mojego ówczesnego wyobrażenia o eleganckiej zastawie. A do tego cena.

Pamiętam, jak kilka lat temu, moja siostra była w Bolesławcu i koniecznie chciała mi przywieźć pamiątkę.

– Wybierz sobie coś.

– Co? Mam zapłacić 50 zł za kubek? Oszalałaś?

Ale moja siostra jest wyjątkowo uparta. 😉 Po kilku namowach wybrałam więc kubek we wzorze, który wydawał mi się najmniej „bolesławiecki”. Padło na GZ35 projektu Magdy Gazur.


  I wtedy stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewałam. Przepadłam.

Jeden kubek i zaczyna się polowanie

Bardzo szybko okazało się, że ceramika z Bolesławca ma w sobie coś niezwykle wciągającego. Pojawia się pierwszy kubek. Potem człowiek zaczyna myśleć:

"Przydałby się jeszcze talerzyk do kompletu..."

A później:

"Ooo, jaka piękna miseczka!"

I tak zaczyna się poszukiwanie kolejnych elementów.

Problem w tym, że skompletowanie wymarzonej zastawy wcale nie jest takie proste. Choć w Bolesławcu działa wielu producentów ceramiki, każdy z nich ma własną ofertę, własne wzory i własny sposób projektowania naczyń. Nie ma jednego miejsca, w którym kupimy wszystko, co wymarzyliśmy sobie na stole.

I właśnie wtedy zaczyna się ceramiczne polowanie.

Grupy sprzedażowe, transmisje na żywo, aukcje, sklepy internetowe…

Tu miseczka. Tam talerzyk. A ten kubek? Przecież jest przepiękny!

Sama przeszłam tę drogę.

I dzisiaj wiem, że nie była to najlepsza strategia.

Największy błąd? Kupowanie wszystkiego, co się podoba

Moja pierwsza rada?

Nie kupujcie wyłącznie oczami!

Wiem, wiem… łatwo powiedzieć. Szczególnie kiedy przed nami stoi półka pełna pięknych, ręcznie malowanych naczyń.

Ale przypadkowe zakupy bardzo szybko mogą zamienić się w chaos.

Ceramika z Bolesławca jest wykonywana ręcznie, dlatego poszczególni producenci mają swoje charakterystyczne formy. Różnią się kształtem talerzy, wygięciem brzegów, proporcjami i ciężarem naczyń.

Na pojedynczym talerzu trudno to zauważyć. Ale kiedy kilka różnych kompletów trafia na jeden stół albo stoi ułożonych w stosie w szafce, różnice zaczynają być widoczne.

Dochodzi jeszcze jedna rzecz – kolor.

Choć wszyscy zachwycamy się kobaltem, jego odcienie potrafią się między sobą różnić. Jeden będzie głęboki i ciemny, inny delikatniejszy, bardziej niebieski.

Dla wielu osób nie będzie miało to znaczenia. Ale jeśli lubicie spójne wnętrza i harmonijnie nakryty stół, warto mieć tego świadomość.

Dlaczego wybrałam jednego producenta?

Po kilku pierwszych zakupach postanowiłam uporządkować swoją kolekcję.

Zamiast kupować wszystko, co wpadnie mi w oko, zdecydowałam się na jednego producenta.

W moim przypadku wybór padł na Manufakturę w Bolesławcu.

Przekonała mnie jakość wykonania, dostępność produktów oraz możliwość łatwiejszego uzupełniania zastawy w przyszłości. To dla mnie bardzo ważne, bo ceramika nie jest u mnie dekoracją stojącą za szybą. Codziennie z niej korzystam. A wiadomo – przy codziennym użytkowaniu czasem coś może się stłuc i dobrze mieć możliwość dokupienia brakującego elementu.

Nie jeden wzór, ale przemyślany miks

Kolejna rzecz, którą wypracowałam przez lata?

Nie chciałam mieć całej zastawy w jednym dekorze. Oczywiście wygląda to pięknie, ale przy dużym stole jeden wzór może stać się trochę ciężki wizualnie. Postawiłam więc na miks wzorów utrzymanych w jednej kolorystyce.

Wybrałam sześć dekorów:

  • 70A 

  • 70MI

  • 61A

  • 61X

  • GZ35

  • ZP02


 Trzy z nich są ciemniejsze, trzy jaśniejsze. 
Wszystkie łączy kobalt i klasyczne stempelkowe zdobienie. Dzięki temu stół nie jest monotonny, ale jednocześnie całość wygląda harmonijnie.

To trochę jak z ubraniami. Nie wszystko musi być identyczne, żeby do siebie pasowało. Poniżej na zdjęciu przykład jak można ze sobą zmiksować wzory.

Mój sposób na kompletowanie zastawy

Żeby uniknąć przypadkowych zakupów, przyjęłam prostą zasadę.

Każdy nowy wzór uzupełniam o podobny zestaw podstawowych naczyń:

  • talerz obiadowy 26 cm,

  • talerzyk deserowy 18 cm,

  • kokilka (czerpak) 0,5 l - idealna na zupę wymiennie z rondelkiem D15 (0,5 l)

  • kubek czeski 0,3 l na herbatę,

  • filiżanka 0,2 l ze spodkiem do kawy.

Dodatki zostawiam sobie na później. Dzbanki, półmiski, patery, sosjerki, maselniczki czy smalcówki wybieram już z większą swobodą. Mam tylko jedną zasadę – dekor musi pojawiać się również w podstawowej zastawie. Dzięki temu nawet różnorodny stół wygląda spójnie.

Piękny stół nie jest tylko na święta

Kiedyś myślałam, że pięknie nakryty stół jest zarezerwowany na wyjątkowe okazje.

Dzisiaj wiem, że najwięcej przyjemności daje właśnie wtedy, kiedy korzystamy z niego na co dzień. Nie trzeba czekać na święta. Nie trzeba przygotowywać wielkiej uroczystości.

Czasem wystarczy zwykły obiad, ulubiony talerz, kwiaty z ogrodu i chwila, żeby usiąść razem przy stole. Piękne przedmioty nie zmieniają codzienności w coś idealnego. Ale pomagają ją zauważyć. A przecież właśnie z takich małych momentów składa się życie.


To pierwszy artykuł z cyklu „Piękny stół”, w którym będę dzielić się swoim doświadczeniem związanym z ceramiką z Bolesławca, nakrywaniem stołu i tworzeniem wyjątkowej oprawy dla codziennych posiłków.

Będzie o miksowaniu wzorów, kolekcjach, sezonowych stołach i o tym, jak sprawić, żeby rzeczy, których używamy każdego dnia, dawały nam zwyczajną radość.

Korneliowa wskazówka:

Jeśli dopiero zaczynacie swoją przygodę z ceramiką z Bolesławca – nie próbujcie stworzyć całej zastawy podczas jednej wizyty.

Wybierzcie coś, co naprawdę Wam się podoba.

Dajcie sobie czas. Najpiękniejsze kolekcje powstają powoli.